. 1K views, 12 likes, 0 loves, 9 comments, 9 shares. 1K views, 12 likes, 0 loves, 9 comments, 9 shares, Facebook Watch Videos from Sylwia Buźniak - I śmieszno i straszno. Rzadko zamieszczam memy, ale tu naprawdę już nie jest do śmiechu, bo tu już nie wiadomo, czy się śmiać czy płakać? Żyjemy w kraju bezprawia, gdzie łamana jest Konstytucja i prawo, gdzie nie ma żadnych świętości (oprócz Smoleńskich), gdzie może się wydarzyć wszystko. Dziś o dialogu na śmieszno i straszno. Dziś o dialogu na śmieszno i straszno. Toyah · December 29, 2018 · Toż dziś, aby się utrzymać, muszę. wręcz zadłużać się na wszystkie strony; jestem, jak i ty zresztą, zniewolony uciekać się do. łaski kupców, aby po prostu ubrać się przyzwoicie. Słowem, chciałem z tobą mówić, abyś mi. pomogła wybadać ojca, jak się zapatruje na moje uczucie; gdybym napotkał przeszkody, gotowy jestem RT @BurzynskaAga: I śmieszno i straszno . Nowy Stan po Burzy nieśmiało polecamy z Andrzejem. 30 Jan 2022 „Presja Unii Europejskiej przynosi efekt” Rozmowa z Michałem Wawryki ewiczem, adwokatem z inicjatywy Wolne Sądy, o decyzji TSUE w sprawie obniżenia kary okresowej i praworządności. W gogolowskim świecie wszystko jest powiększone, jakby oglądane przez szkło powiększające, graficzne, linearne, niemal pozbawione koloru. Nosy, brzuchy, lisie uśmiechy ogromnieją i nieruchomieją jak w kary­katurze. Gogola mógłby ilustrować Daumier. "Śmiesz­no i straszno na tym świecie" - pisał w listach. rCGQVeD. Więcej wierszy na temat: Technologia Jak podały wczorajsze ,, FAKTY ,, posłowie w trosce o ekologię zakazują już w niektórych rejonach opalania mieszkań węglem. Sprawa ma dotyczyć całego kraju. Palić węglem zakazują i co teraz będzie, gdy w kotłowni leży sobie czarny, lśniący węgiel? Posłów nagle ogarnęła jakaś dziwna trwoga, bo na niebie wypatrują olbrzymiego smoga. Dziwne, że ma szkodzić tylko dym z prywatnych domów, a ten z fabryk i zakładów nie wadzi nikomu. Czy górnicy taki zakaz zechcą uszanować, pewnie złapią za kilofy i zaczną strajkować. Azbest ponoć też szkodliwy, trzeba zmieniać dachy, ręce za to zacierają producenci blachy. Tylko środków dziś brakuje na takie przemiany, czym więc teraz dom mieszkalny ma być ogrzewany? Zima się powoli zbliża, mrozem nas przywita, co do pieca przyjdzie wkładać, kto o to zapyta? Włożę wszystko co się zmieści, aby się paliło, nie będę się wcale martwił, byle ciepło było! Jan Siuda Napisany: 2013-10-13 Dodano: 2013-10-13 11:57:27 Ten wiersz przeczytano 1627 razy Oddanych głosów: 21 Aby zagłosować zaloguj się w serwisie Dodaj swój wiersz Wiersze znanych Adam Mickiewicz Franciszek Karpiński Juliusz Słowacki Wisława Szymborska Leopold Staff Konstanty Ildefons Gałczyński Adam Asnyk Krzysztof Kamil Baczyński Halina Poświatowska Jan Lechoń Tadeusz Borowski Jan Brzechwa Czesław Miłosz Kazimierz Przerwa-Tetmajer więcej » Autorzy na topie kazap Ola Bella Jagódka anna AMOR1988 marcepani więcej » niesamowite -- "- Where were you last night? - That's so long ago, I don't remember. - Will I see you tonight? - I never make plans that far ahead." Dziewczyno !!! Ty to masz ciekawe życie nic tylko pozazdrościć, turyści z zachodniej Europy muszą jechać do Indii albo Chin aby podobne przygody spotkać, a potem opowiadają je przez lata. A tu proszę taki skarb turystyczny w zjednoczonej Europie. A tak przy okazji to przypomniała mi się przygoda jaka mnie spotkała dobre 10 lat temu. Wracałem z Holandii pociągiem i na dworcu w Amsterdamie zapragnąłem kupić bilet aż do Gdańska. O dziwo to było możliwe !!! (ale wtedy było tylko PKP i nic więcej). Pani z okienka doskonale znała j. angielski więc nie było problemu dogadać się aż do momentu kiedy padło z jej strony pytanie - Gdansk ybygdywydy or wrytypytydyd ? (zapis fonetyczny z pamięci) Chwila konsternacji ... druga chwila konsternacji Ja - yyyyyyyyyyy że co proszę ? - Gdansk ybygdywydy or wrytypytydyd ? - Pani ponowiła pytanie - Przepraszam ale kompletnie nie rozumiem o co chodzi - powiedziałem. Pani widząc, że w ten sposób się nie dogadamy, napisała na kartce "Gdansk Glowny or Wrzeszcz". I w ten sposób miałem jeden bilet na całą trasę aż do stacji Gdańsk Wrzeszcz, przesiadałem się 3 razy i nikt nie kwestionował koloru biletu. Pozdrawiam. Czasami też zdarza mi się śmigać PKP i również widziałem ciekawe akcje z udziałem wojaków Raz oblali mi plecak browarem, a nawet po całym wagonie-kurniku lał się złoty napój. W oczekiwaniu na pociąg 1 z 3 wojaków nagle zaczął masakrycznie wymiotować. Ludzie się rozeszli, pociąg wjechał na peron, wojaczki spokojnie weszli do wagonu jako pierwsi podróżni. Kolega się przydał(może to było ukartowane?!) Ale nic nie pobije numeru z glonojadem! Opowiadał mi go kolega: Siedział w przedziale z 7 przepustkowiczami. -Ty, Mieciu zróóóób gloooonoooojaaaadaaaa! -OK!- odpowiedział Mieciu po czym przykleił się ustami do szyby i zaczał ją energicznie lizać... Podobno wyglądał jak prawdziwy A opowieści jakie tam lecą są naprawde boskie, ostatnio słyszałem jak to koleś napity, naćpany w środku nocy zasnął podczas płynięcia na drugi brzeg wieeeelkiego jeziora A PKP nie polecam zimą: w dupcie zimno a uszy przymarzają:/ Al, wszystko na ojcowiźnie w IC/EC takie cuda się pewnie nie zdarzają, wystarczy pojeździć zwykłymi pociągami, dla pospólstwa ;P Swoją drogą, też coś mi się jeszcze przypomniało: zapowiedzi! Nie wiem, kto sprawuje pieczę nad dykcją osób zapowiadających pociągi, ale to powinno być karalne. Tu stacja czef, tucja czef, pciąg z krchfa pszjdzie opóśniony... I tak dalej A któregoś razu, na dworcu głównym w Poznaniu zapanował chaos. Setki razy zmieniane komunikaty, ludzie z tobołami biegający obłakańczo po peronach, zapowiedzi odjazdu pociągów które jeszcze nie nadjechały, najmilej jednak zrobilo się grupie pasazerów jadących EC do Berlina. Głównie obcokrajowcy (niemcy plus rosjanie). Dziwić się potem, że Polska jawi się Europie zachodniej jako dziki burdel... "Pociąg EC taki a taki wjeżdża na tor któryś tam prz peronie 4." Lud z tobołami dzielnie dotarł na peron 4 z 6. Czekają, czekają, cisza. Po chwili znowu: "EC przyjedzie na peron 1". Lud z tobołami, miotając przekleństwa, biegnie na peron 1 (kto był w Poznaniu wie o co chodzi). W połowie poszukiwań peronu kolejny komunikat o zmianie peronu na 3. W ostateczności EC wjechał na peron 5, poczekał, nikt nie wsiadł, pojechał. Po chwili komunikat: Pasażerowie, który NIE ZDĄŻYLI na pociąg EC taki a taki proszeni są do kas w celu zwrotu biletów. Swoją drogą, nawet gdy zrezygnujemy z podróży, nie oddadzą całej kwoty tylko podaj 75% ceny. Ojczyzna Al, ojczyzna Historia z kolorem biletu Ja tylko póki co dodam taki znany wszystkim fakt, że w PKP albo hajcują tak, że tylko przez okno uciekać, albo w ogóle i wszyscy umierają z wyziębienia. Moim faworytem są grzałki umieszczane w tzw. Bonanzach (koleje podmiejskie) pod siedzeniami, które potrafią stopić podeszwę buta. Bardzo mi też odpowiadają 8 osobowe przedziały w 2 klasie. Jako człowiek słusznej postury (192 cm) mam przyjemność zakrywania sobie nogami uszu z racji dostosowania wysokości ławek do wzrostu siedzącego psa (a może premiera?). Jestem za przyklejeniem tematu, PKP to, tfu, skarbnica przygód. Dla mnie ostatnie mistrzostwo świata to fakt, że legitymacja studencka ISIC upoważnia do zniżki (potwierdza bycie studentem) studentów zagranicznych (lub Polaków studiujących na zagranicznych uczelniach), ale już nie studentów tutejszych. :/ -- Pamiętam raz jak jakiś starszy pijaczek podszedł i poprosił o bilet do Krakowa: - Poproszę o bilet do Krakowa. - Normalny?? - Nie, po***dolony!!!! Typiara w okienku się popłakała ze śmiechu a dziadzio jeszcze bardziej się wkurzył -- Lajf iz brutal, olłejs kopas dupas somtajms set pułapkas. Taki to autentyk jak z mojej pięty kiszka. Miejsce akcji: dworzec w Zakopanym. Czas akcji: parę lat temu przed sylwestrem ja: Przepraszam kiedy odchodzi najbliższy pociąg do Suchej Beskidzkiej? Pani: Było to około godziny 15. Po jakiejś godzince łażenia bez sensu po Krupówkach spotykam kolegę, który szedł na pociąg. Okazało się, że zaraz odchodzi pociąg do SB. Ponownie w okienku: Ja: dlaczego powiedziała mi Pani, że najbliższy pociąg odchodzi o Pani: bo ja myślałam, że Panu chodzi o najbliższy wieczorny. (nawet się nie miałem siły zdenerwować na taką odpowiedź). Następnego dnia koledzy pojechali do Zakopanego. Pewnie ta sama pani na pytanie o najbliższy pociąg do SB odpowiedziała zupełnie serio: "Najbliższy odszedł 10 minut temu" Tego samego dnia, po uzyskaniu informacji, że pociąg odjeżdża z peronu dajmy na to 2, i przeczekaniu 15 minut ponad planowany czas odjazdu, na pytanie w okienku kiedy w końcu podstawią pociąg, pani odpowiedziała: "Jednostka elektryczna odjechała planowo z peronu 1" Mieliśmy wielką ochotę dopisać "DEZ" przed tabliczką nad okienkiem. I jeszcze z własnego podwórka. W Poznaniu jest słownie jedno okienko dla obsługi zagranicznych pasażerów. Bardzo się zatem zdziwiłem kiedy znajomy poprosił mnie o pomoc w zakupie biletu gdyż pani w okienku nie mówi po angielsku. (Okazało się że zna tylko niemiecki). Ręce opadają. Ja pamiętam jak będąc małym brzdącem (lat około 6) jechałam z Krakowa do Gdańska na prom do szotkholmu, bo wtedy jeszcze tych tanich lini lotniczych nie było a LOT miał takie ceny że można było sobie włosy powyrywać z głowy...w każdym bądź razie jechałam na wakacje z mamuśką i bratem. Taka trasa z Krakowa do Gdańska trwała prawie połowę dnia, więc wyjeżdżało się albo późno w nocy albo wcześnie rano, bo prom odpływał tak gdzieś koło 17. Jak to w lato, upał niemiłosierny, ze wszystkich pot się lał, smród jak to w naszych pociągach bywa, ludzie ogólnie zmęczeni i podenerwowani...i cały WARS obkupiony, więc kiedy skończyły się zapasy picia było naprawdę ciężko. Pamiętam że własnie wtedy się skończyły, i miałam taki mały soczek w butelce, który miał wystarczyć mi, mamie i bratu. Nagle do naszego przedziału wszedł jakiś żul, i zaczął pytać, czy nie mamy czegoś do picia (a wstawiony to był mocno), a po paru odpowiedziach 'nie' mój brat zaczął wychodzić z siebie i cośtam mu powiedział...a ten, z zimną krwią, podszedł, wziął mój soczek (WZIĄŁ DZIECKU!), wyżłopał, i wyszedł. Mina rodziny - bezcenna. -- "Real men use telnet on port 80." Niedaleko Białegostoku jest miasto o nazwie Łapy. Siedzę se na ławeczce z kumplami, nieopodal kręci się jakiś żulik. Na kolizyjnym żulika pojawiła sie niewiasta w mundurze kolejarskim (niezła nawet ) Żul przybrał uwodzicielski (chyba) wyraz twarzy i : - Królewno - zagaja, pokazuje na pociąg - a w Łapach to staje ?? - Zależy jak komu - odrzekła rzeczona królewna i poszła dalej. Żulikowi opadła szczena a my z kumplami spadliśmy ze śmiechu pod ławki -- Jade do Tomaszowa Mazowieckiego ze Szczecinka. Kupuję bilet dzień przed wyjazdem, aby nie meczyć się na ostatnią chwilę z kasjerką, piątek, potrzebuję biletu na sobotę. 4 przesiadki, odcinek niecałe 500km, przy wypisywaniu jednego połączenia coś babce nie wchodzi, za mną juz parę niezłych metrów stoi tłuszczy, a 2 sąsiedznie kasy zamknięte. W końcu się spytałem co jest nie tak, (dopłata nie wchodzi), - Dobra, to można w czasie przesiadki dokupić -K- Tak. - okazało się że tego pociągu nie ma, nie jeździ w weekendy, ale zdążyłem na przesiadkę. Dalej przeciadka w Łowiczu, ponad 20 min, więc się nie spieszę, idę po kładce, jak zwykle nie za bardzo można zrozumieć zawiadowcę z głośnika z epoki Gierka. Podchodze do pociagu, on brzęczy że chce zamknąć drzwi, wskakuję, one się zamykają za moimi plecami. Okazało się że jeździ 15 min wcześniej, nikt poza Łowiczem nie wiedział o tym, a tym bardziej panie z kasy PKP. Kocham komunikację zbiorową. Acha, w drodze powrotnej, w wagonie 1 klasy nie było ogrzewania. w Szczecinku NIGDY nie są otwarte pozostałe kasy. Zabij, świątek, piątek, tłumy, kasa jest jedna i basta! Wiem co mówię, bo tu mieszkam a gdy trafisz na kobite z długimi blond włosami, nie licz na to, że kupisz bilet.. a) szybko b) sprawnie c) nie denerwując się Ja jakoś widocznie mam szczęście - muszę się tym pochwalić . Rok temu zrobiłam w ciągu weekendu trasę Jaworzno - Kołobrzeg - Koszalin - Poznań pociągami pospiesznymi i osobowymi, tylko po to, żeby znajomych odwiedzić. Kiedy jechałam po wizę do Warszawy przesiadałam się 4 razy, bo chciałam jechać jak najtaniej czyli osobówką. Żaden pociąg się nie spóźnił, czekałam, najdłużej, na połączenie 15 minut. Wszystko się zgadzało (kolor biletu też ), na szczęście na jednym papierku wszystko mi wypisywali, inaczej pewnie byłby problem . Ale za to kilka lat temu słyszałam zapowiedź na stacji w Legnicy. Pani z anemicznym głosem: "Pociąg osobowy z Żar do Wrocławia.... yyy, przepraszam, pociąg pośpieszny z Żar do Wrocławia... yyyy, przepraszam jeszcze raz. Pociąg osobowy z Wrocławia do Żar odjedzie...." Tylko, że to skrócona wersja. Pomyliła się jeszcze z torem, i jeszcze coś tam pomotała -- "Idź swoją drogą, a ludzie niech mówią, co chcą" Taa.. Poznań Główny ruulz Ale ostatnio czekałem Ci ja 1,5 h na pociąg z Gniezna (wyjątkowo nie mogłem wybrać sie autkiem). Słuchałem, ciesząc sie jak dziecko zapowiedzi o zwiększającym się opóźnieniu, które może ulec zmianie (10, 20, 30, 40, 70 minut), więc poszedłem się ogrzać do budki dyżurnego ruchu. Uciąłem sobie pogawędkę z Panią Dyżurną i czegóż to sie dowiedziałem?? J(a): A dlaczego w nowym rozkładzie zliwkwidowano tyle połączeń? Przecież tymi pociągami jeździło najwięcej osób. D(yżurna): Wie Pan, ja tu parę lat już pracuje i nauczyłam sie jednego. Im więcej osób jeździ danym pociągiem tym on jest mniej rentowny J: Eee... ale przecież ludzie + przejazd = kasa na biletach? D: Nie, proszę Pana. PKP do każdego pasażera musi dopłacać duże sumy. J: Ale jaki to ma sens? D: Ma. Jeśli puszczą pusty pociąg to im wyjdzie taniej... Logika alkoholika -- Mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, tak musimy zrobić, żeby tej krytyki nie było tylko aplauz i zaakceptowanie. Się śmiejecie: ja pracuję na PKP z tymi ludźmi Odcinek Jasło->Stróże obsługiwany przez EZT. Jedziemy sobie i nagle pociąg zwalnia by w końcu stanąć w szczerym polu. Po kwadransie wpada konduktor i informacją "prądu zabrakło". Do Stróż wjechaliśmy z godzinnym opóźnieniem ciągnięci przez spalinówkę. Trasa Poznań->Rzeszów do krótkich nie należy nic więc dziwnego, że konduktorzy się zmieniają. Gdzieś około Krakowa po raz chyba piąty ma miejsce kontrola biletów, co jedna z pasażerek komentuje: "co któryś z panów wejdzie to bilety sprawdza". Mina wszystkich bezcenna. Komunikaty na dworcu Wrocław Główny: - pani XXX zgłosi się do komisariatu - patrol policji zgłosi się do pociągu na peronie 4 - pan XX zadzwoni do domu aż się boję myśleć co jeszcze usłyszę Pytanie pasażera, zaraz po wejściu do przedziału: "w którą stronę jedzie ten pociąg ?". Żeby nie niska pensja to dla samych takich wrażeń zatrudniłbym się w PKP Dawno, dawno temu, gdy beztroskie dzieciństwo jeszcze nie istniało, a podstawową metodę wychowawczą stanowiło lanie, pewien niemiecki lekarz psychiatra postanowił podarować swojemu 3-letniemu synowi pod choinkę książkę. Jako że nie znalazł nic godnego uwagi, sam napisał i zilustrował kilka wierszy, rytmicznych rymowanek z prostym przesłaniem, które doskonale wpisywało się w epokę. Dziecko miało być przede wszystkim posłuszne, bo inaczej czekała je kara. Straszna, przerażająca, zawsze nieubłagalna, czasami wręcz ostateczna. Lekarzem tym był Heinrich Hoffmann, zaś książka w formie poszerzonej została wydana w 1847 roku jako „Piotruś Rozczochraniec” (Der Struwwelpeter), w Polsce znamy ją pod tytułem „Złota różdżka”. Od ponad 150 lat dzieci na całym świecie drżą więc ze strachu, czytając o marnym losie czekającym na niegrzeczne i krnąbrne bachory. Tylko czy aby na pewno? Czy raczej strach się bać, bo można pęknąć ze śmiechu? Dziś polscy czytelnicy mogą się przekonać, czy straszne wiersze przetrwały próbę czasu. Nowa edycja „Złotej różdżki, czyli bajek dla niegrzecznych dzieci” właśnie ukazała się w ramach świetnej serii Egmont Art. Nie są to jednak dosłowne tłumaczenia, ale uwspółcześnione adaptacje, które wyszły spod pióra Anny Bańkowskiej, Karoliny Iwaszkiewicz, Zuzanny Naczyńskiej, Adama Pluszki i Marcina Wróbla. Uwspółcześnienie nie dotyczy jedynie warstwy językowej, ale sięga głębiej i obejmuje elementy świata przedstawionego. Dzieci jeżdżą na rolkach, korzystają z komórek, spotykają straż miejską. Ale największa zmiana dostrzegalna jest w przekazie, szczególnie w „Opowieści o małych czarnych chłopcach”, który brzmi jak manifest przeciw rasizmowi. Zuzanna Naczyńska osadziła historię w polskich realiach, na polskim podwórku, a jej bohater Murzynek urodził się właśnie TU, w Polsce. Dziś trudno traktować historie ze „Złotej różdżki” poważnie. Bronią się one jednak - pewnie wbrew intencjom autora - jako znakomity przykład purnonsensu, absurdu, czy wręcz makabreski. We wstępie do książki Michał Rusinek zwraca uwagę, że bez „Złotej różdżki” nie byłoby Goreya, Tuwima czy Brzechwy. Ba, nie byłoby filmów Tima Burtona. Zmianę w podejściu współczesnych autorów do dziecięcego czytelnika, którzy przestają być jak Hoffmann mądrymi dorosłymi, wyznaczającymi ścisłe reguły i pilnującymi ich przestrzegania, świetnie pokazuje zestawienie wiersza „O Filipie, który się bujał” z komiksem Rutu Modan „Uczta u królowej”. I tu, i tu mamy podobną sytuację wyjściową - dziecko, które źle zachowuje się przy stole, i rodziców próbujących przywołać je do porządku. Dalsze wydarzenia przybierają zgoła odmienny przebieg. Groteskowość „Złotej różdżki” podkreślają również nowoczesne i abstrakcyjne ilustracje Justyny Sokołowskiej pozwalające czytelnikowi na zbudowanie dystansu już od pierwszych stron, na których język pokazuje nam trupia czaszka. Kontrastowe barwy, dużo czerwieni sygnalizują niebezpieczeństwo, grozę. Tu się leje przecież krew. Choć pierwotnie opowiastki kierowane były już do 3-letniego czytelnika, dziś sugerowałabym jednak wyższą cezurę wiekową. Absurdalny humor „Złotej różdżki” przeznaczony jest raczej dla dziecka w wieku szkolnym. ZŁOTA RÓŻDŻKA, CZYLI BAJKI DLA NIEGRZECZNYCH DZIECI Tekst: Heinrich Hoffmann Ilustracje: Justyna Sokołowska Tłumaczenie: Anna Bańkowska, Karolina Iwaszkiewicz, Zuzanna Naczyńska, Adama Pluszka, Marcin Wróbel Wydawnictwo: Egmont Seria: Art Data wydania: 2017 Oprawa: twarda Format: maksi Liczba stron: 112 Sugerowany wiek: 7+ A kim są ci państwo? Nie sposób uniknąć tej myśli oglądając drętwe przemówienie pary prezydenckiej wygłoszone z okazji Świąt Bożego Narodzenia. W upiornej stylistyce, otoczona niebieskawą poświatą, znad lśniącego zimnym fioletem stołu, para prezydencka mówiła Polakom o miłości, serdeczności, zrozumieniu i – jakże by inaczej – o życzył wszystkim, aby „bilans dwudziestopięciolecia naszej wolności był dla wszystkich źródłem satysfakcji, optymizmu i naszej polskiej siły”. Pani prezydentowa, w stroju przypominającym mundur chińskiego przywódcy z równie ciepłym i serdecznym wyrazem twarzy mówiła o radości i optymizmie, a także „o tych, których nie ma z nami przy wigilijnym stole”. I rzeczywiście – zapewne wielu Polaków myśli w tych dniach o tych, których z nami już nie ma, a których tak bardzo – kto wie, czy nie coraz bardziej - nam brakuje. O śp. Marii i Lechu Kaczyńskich, którzy ciepłem i dobrocią zwyczajnie emanowali, nie musieli przypominać o niej w co drugim zdaniu. Którzy swoją miłość do Polski wyrażali w czynach, a nie w drewnianych przemowach. Do których można było mieć zaufanie, że powierzone im sprawy Ojczyzny znajdują się w dobrych rękach. Kiedy patrzymy na tę osobliwą parę wygłaszającą do nas przez zaciśnięte zęby słowa o miłości i pojednaniu, trudno opanować uczucia gniewu i upokorzenia. Ci ludzie mają reprezentować majestat Najjaśniejszej Rzeczypospolitej? O „zgodzie i pojednaniu” mówi człowiek, który po zamachu w Gruzji na śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego miał czelność powiedzieć: „jaka wizyta, taki zamach”? I nigdy za te słowa nie przeprosił? Miłości do Polski ma nas uczyć ktoś, kto w dniu przywiezienia ciał ofiar katastrofy smoleńskiej, dobrze się bawił na lotnisku, a do przejęcia władzy było mu tak spieszno, że nie zawracał sobie głowy żałobą narodową ani bólem bliskich? Który jednocześnie zapala świeczkę pamięci ofiar stanu wojennego i zaprasza Wojciecha Jaruzelskiego na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego? Bronisław Komorowski ma czego chciał – urząd prezydenta i wpływy polityczne. Może dyktować warunki. Nie ma jednak jednego – serc Polaków. I może próbować rozmaitych sposobów – czasami się podlizując, to znów mniej lub bardziej subtelnie dając do zrozumienia, kto jest u władzy i na co jeszcze może sobie pozwolić. To na nic. Nie pomoże słowo „RAZEM” wypisane wołami na fasadzie Pałacu Prezydenckiego w Święto Niepodległości, nie pomogą powtórzone tysiąc razy zaklęcia: zgoda, optymizm, przyszłość, wspólnie, osiągnięcia, pojednanie, pojednanie. Nie pomogą „nowoczesne” życzenia składane internautom. Na marginesie: warto zwrócić uwagę także na sygnały niewerbalne - pan prezydent wypowiadając słowa: „życzę samych >>lajków<<, życiowego spełnienia”… zaciska pięść. Mowa ciała zdradza bardzo wiele. W tym świetle można zrozumieć konieczność przywdziewania pozy „na baczność” podczas wygłaszania przemówień do narodu. To także na wiele się nie zda. Właściwie można by panu prezydentowi doradzić, aby po prostu był sobą. Jeśli sądzi, że Polacy są już do tego stopnia zdemoralizowani i zmęczeni, że nie obudzi się w nich duma narodowa, głęboko się myli. W jeszcze większym błędzie tkwi uważając, że jesteśmy narodem, który da się zastraszyć i ujarzmić. „Polaków nie zdobywa się groźbą, ale sercem” – powiedział Sługa Boży, prymas Stefan Wyszyński. To właśnie potrafił śp. Lech Kaczyński i wielu innych poległych w Smoleńsku. I to z nimi łączymy się modlitwą i myślami w te Święta, wierząc, że Polska, o jakiej marzyli, prędzej czy później stanie się rzeczywistością. Agnieszka Żurek Dziś na pytanie, kto najbardziej straszy Polaków, odpowiedź wydaje się pewna: politycy. Warto jednak przypomnieć, że kiedyś było inaczej. „Kabaretowe wakacje z duchami" to próba odpowiedzi na pytanie, kto straszył naszych rodaków w całej historii. Oraz jak tamte zjawy i upiory wyglądają w konfrontacji z dzisiejszą rzeczywistością. Barwne widowisko kabaretowe składa się z dwóch części. Bohaterami pierwszej pt. „Strachy na lachy" są polskie duchy, które według legend pojawiały się w majątkach na terenie województwa świętokrzyskiego, na zamkach w Szydłowie, Chęcinach oraz Krzyżtopór. Ten ostatni ma szczególną historię. Zbudowano go w XVII wieku. Miał tyle okien, ile dni w roku, tyle pokoi, ile tygodni, komnat ile miesięcy, a wież tyle co kwartałów. Sufit sali balowej był dnem gigantycznego akwarium. Nad głowami biesiadników pływały złote rybki. Zamkowe stajnie były wyłożone białym marmurem i lustrami. Dziś z tej wielkiej budowli pozostały jedynie malownicze ruiny. Wszystkie te zamki będą tematem opowieści o polskich duchach. Na scenie obok białych dam i rycerzy bez głowy pojawią się „duchy narodu" dawny i obecny, które będą toczyć ze sobą spór. Druga część kabaretonu będzie poświęcona cudzoziemskim zjawom, takim jak Belfegor z Luwru, Dracula czy Frankenstein. Przewodnikiem po zaświatach będzie Łukasz Rybarski z kabaretu Pod Wyrwigroszem. W obu odcinkach wystąpią gwiazdy polskiego kabaretu: Marcin Daniec, Krzysztof Piasecki, Katarzyna Piasecka, kabaret Dno, Noł Nejm (na zdjęciu), Hlynur i Weźrzesz. Kabaretowe wakacje z duchami – Strachy na lachy | tvp 2 | SOBOTA

i śmieszno i straszno kto to powiedział